Antyperfekcjonizm

Zależy mi na tym, żeby jasno wyrazić się w tym moim małym „felietonie”, bo tak postanowiłam nazwać serię ze swoimi przemyśleniami i miałam już napisane parę słów wstępu, ale postanowiłam je usunąć.

Dlaczego? Nie jestem perfekcjonistką, więc nie zależy mi, żeby wszystko było idealnie i przekraczało moje wyobrażenia o idealnym tekście. Nigdy mi nie zależało mi na takich rzeczach, że cokolwiek miało by być zrobione idealnie.

Jestem zadowolona jak jest po prostu zrobione i można odhaczyć na liście zadań „napisałam tekst na bloga”.

Nie jest tam przecież, że „napisz najbardziej rozchwytywany tekst na bloga, sprawdź pięćset razy każde zdanie słowo po słowie i napisz go potem od nowa, bo jest beznadziejny.”

Niestety mój antyperfekcjonizm to nie same zalety, a właściwie nigdy nie wiadomo, co jest gorsze. Przecież przesada we wszystkim jest zła. Mój antyperfekcjonizm niestety wiąże się z chaosem, z niekończeniem zaczętych zadań, z tym że szybko porzucam coś jak „nie potrafię”, często łapie się miliona rzeczy naraz. Chaos. To jest dobre określenie tego co jest dookoła mnie i tego, co robię.

Właściwie ten antyperfekcjonizm uświadamia mi trochę, jakie mam nastawienie do świata…Zawsze troszkę inaczej niż większość…Jestem sama trochę taka anty…