„BUNTOWNICY” Cz.1

Buntownicy – część 1

Zawsze wiedziałam,  że stworzona zostałam do rzeczy wielkich. Znaczy się osobiście tego nie czułam, ale wszyscy to mówili, ponieważ z badań, które moja matka robiła w ciąży wynikało, że będę jedną z tych, które zmienią ten świat. Nie wiem, co ona o tym sądziła niestety, bo nigdy jej nie poznałam. Urodziła mnie i umarła dwie minuty później. Wychował mnie tata. Był dobrym rodzicem, sprawiał, że nigdy nie czułam się jakoś obciążona tą „klątwą” i pozwalał mi na beztroskie dzieciństwo. Czasem aż za bardzo, ale jakiś czas po moich dwunastych urodzinach pojawiła się Renata wraz ze swoimi bliźniakami rok ode mnie starszymi. Gdy dowiedziała się jakie jest moje przeznaczenie zaczęła bardzo rządzić moim życiem, kazała mi się uczyć dziesięć razy ciężej i zapisywała mnie na tyle zajęć, że nie miałam ani jednej wolnej chwili. Oczywiście, żeby tata się nie czepiał to te zmiany wprowadzała powolutku, a tata dał się złapać na wszystko, bo był zaślepiony miłością do niej.

Renata wiedziała, że dla jej synów nie ma szans na żadną dobrą przyszłość. Od zawsze byli chuliganami i wiedziała, że jeden prawdopodobnie skończy na śmieciarce, a drugi w więzieniu. Nie byli groźni, ale lubili mieć konflikt z prawem, nie dla jakiś wyższych idei, a tylko po to, by jak twierdzili było „zabawnie”. Renata się nie przejmowała nimi i dawała im zbyt dużo swobody, ale mój tata nie miał na to żadnego wpływu, bo gdy próbował jej cokolwiek powiedzieć zawsze zmieniała temat rozmowy. W każdym razie układ był taki – oni siedzą, palą, piją i bawią się, mój tata – pracuje, ja – robię wszystko by być kimś „wielkim”, a Renata się nami „zajmuje” i jednocześnie projektuje ubrania dla Gucci. Wszystko jakoś działało. Ja nigdy nie robiłam problemów. Zawsze miałam najwyższą średnią w klasie, chodziłam na wszystkie zajęcia jakie Renata mi wymyślała i tak ogólnie byłam takim wzorem „idealnej córeczki”.

Kiedy się to zmieniło? A no i tu zaczyna się najciekawsza część tej historii. Dowiedziałam się, że jestem jedną z „wybranych”. Ale zacznijmy od początku, czyli od tego jak do tego doszło… Siedziałam na przystanku i czekałam na autobus ze szkoły na zajęcia baletu. Miałam jakieś 20 minut, więc postanowiłam przejść się po okolicy. Przechodziłam dość zniszczoną ulicą, która nie wyglądała zbyt bezpiecznie, ale w pewnym momencie usłyszałam głośny pisk kobiety. Postanowiłam, że muszę to sprawdzić. Pobiegłam w stronę, z której dobiegał dźwięk. Tym sposobem trafiłam do studia tatuaży. Nie było tam cierpiącej kobiety. Znaczy kobieta była, ale nie cierpiała, wyglądała na to, jakby tam wszystkim rządziła. Stała na środku okręgu stworzonego z kilkunastu mężczyzn. Każdy z mężczyzn wyglądał, jakby mógł podnieść ciężarówkę jedną ręką. Wszyscy w pomieszczeniu byli ubrani w skóry, mieli na sobie mnóstwo ćwieków i czaszek. Przeraziłam się początkowo, ale kobieta zaczęła do mnie przemawiać.

– Nie bój się Ewelino. Nie chcemy zrobić ci krzywdy. Chcemy tylko coś wyjaśnić i włączyć cię, bo to już czas.

– Słucham? Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem.

– Nienaganne maniery to nie twoje przeznaczenie. Ty masz zmienić świat. Ocalić go. My jesteśmy grupą, która podejmuje te misję od wieków. Niektórzy są tu tak jak ty przez przepowiednie, a inni przez przypadek, ale każdy jest tu potrzebny. Należysz do naszej grupy. Do grupy „Buntowników”. Ty masz być wybawieniem dla naszego świata.

– Ale ja… Jak…Co….

– Spokojnie. Masz dopiero piętnaście lat. Przez najbliższy czas musisz poznać zasady, podszkolić się i zacząć walki.

– Nie wiele z tego jest dla mnie jasne…

– Później ci wszystko wyjaśnimy, ale teraz musisz przygotować się do przysięgi i nauczyć się jak masz traktować rodziców i jak nas nie wydać.

– Teraz?

– Teraz jest za późno. Jak nie wrócisz do domu to zaczną domyślać się, że coś jest nie tak. Wróć tu jutro. Rano. Nie martw się o szkołę. Wszystko załatwimy.

CIĄG DALSZY NASTĄPI…

WKRÓTCE…
Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.