#Niezorganizowana

Plan kolejny raz poszedł w …

Właśnie, właściwie gdzie on poszedł?

Sam plan nigdzie, wciąż jest w moim zeszycie

ale z jego realizacją już gorzej.

Ale czy to źle?

Czy naprawdę tego właśnie chcemy? Życia pod ciągłą kontrolą? Swoją własną kontrolą?

Czy to nie zabije w nas kreatywności? Nie sprawi, że będziemy wieść nudne życie, które nadaje się do wpisania w kalendarz, ale nie do przeżywania?

Szaleństwo, przecież tych dni, które mamy od początku do końca zaplanowane nigdy nie będziemy chcieli zapamiętać. Nie da się zaplanować najciekawszych przeżyć. Można stworzyć ku temu okazję, ale mimo wszystko najciekawsze pomysły, najfajniejsze momenty często wpadają spontanicznie.

Powinniśmy dać się im porwać.

Włączyć muzykę i tańczyć.

Śpiewać piosenki, które słyszymy w głowie.

Bawić się życiem.

Wczoraj czytałam bloga gościa, który stwierdził, że chce w 5 lat napisać milion słów. Dziennie wyszło mu 800 słów. Postanowił, że osiągnie ten cel wszelkimi sposobami.

Czy to dobrze?

Myślę, że warto mieć cele i do nich dążyć. Inaczej to przecież bez sensu, ale pisać 800 słów dziennie? Przecież to by trzeba życia nie mieć! Przynajmniej w moim wypadku, bo u mnie wygląda to tak, że posty, które tu publikuję zazwyczaj nie przekraczają magicznej liczby 500 słów. Dobra, za ambitnie pojechałam – większość postów to max. 300 słów. I niestety większość postów (po za tymi z #nakolanie) to nie są takie totalnie luźne myśli, po prostu wylewane na papier. Czasem piszę kilkanaście zdań, usuwam i zaczynam wszystko od nowa, bo stwierdzam, że to co chcę przekazać nie ma sensu. Jeszcze gorzej jest, kiedy próbuję stworzyć jakąś historię. Oczywiście mam jakieś opowiadania po 1000 słów tworzone w dwie godzinki, ale rzadko się zdarza, aby tak się działo. Pisanie często nie przychodzi mi łatwo. Mówię wprost. Czasem mam problem ze złożeniem zwykłego zdania… np. tego zaczynającego post, dlatego nie witam się na początku postu. Albo najzwyczajniej w świecie brakuje mi słów. I pisanie wtedy jest wyjątkowo męczącym zajęciem.

Nie mieć planów?

Jakieś plany należy mieć. Na przykład plan na przyszłość. Taki w stylu „Gdzie widzisz siebie za 5 lat?”. Każdy mówca motywacyjny wam to powie.

Moim zdaniem warto mieć takie plany, które nie będą nas ograniczały w żaden sposób, ale pozwolą nam dążyć do czegoś większego.

Plany, które wprawiają nas w frustrację, że nie jesteśmy w stanie ich w pełni zrealizować to słabe plany.

Tak, warto stawiać sobie wielkie cele, ale nawet wspinając się na Mount Everest musimy zrobić po kolei mnóstwo kroków. Powoli. Nie teleportujemy się nagle na sam szczyt.

 

6 myśli na temat “#Niezorganizowana

  1. To dobrze, że osoba, o której piszesz wyznaczyła sobie cel. Trochę razi mnie to, że piszesz jednak o tym, że aby taki cel realizować, należałoby nie mieć żadnego życia poza tym. Jeżeli człowiek na coś się decyduje, to jasne, że zdarzają się potknięcia, ale jeżeli jest wytrwały, to na pewno cel osiągnie. Prędzej czy później. Jeżeli ktoś lubi pisać, to dlaczego miałby tego nie robić? Podejrzewam, że Ty masz inne cele i również chcesz je osiągnąć w miarę możliwości.

    Jednak masz rację w jednej sprawie – powoli dążmy do celu.

    1. Napisałam, że w moim przypadku musiałoby to tak wyglądać. Chodzi mi o to, że jeśli stawiamy sobie cele, to warto stopniowo do nich dążyć, a nie porywać się z motyką na słońce.;)

  2. Zgodzę się z podejściem, że jakiś plan należy mieć i do niego dążyć, ale jeśli chodzi o tego blogera co chciał pisać 800 słów dziennie… Ja tam bardziej szanuję jakość a nie ilość, na liczbę słów w tekście nawet nie zwracam uwagi szczególnej, moim zdaniem już bardziej sensownym planem byłoby np. publikowanie 3 wpisów tygodniowo:)

Dodaj komentarz