Nowy Rok – Nowe Życie?

Hej!
Prawdopodobnie z każdej strony zalewa was fala nierealnych do realizacji planów na 2017 rok, oraz pełne wielkich osiągnięć podsumowania zeszłego roku.
Tak już jest, że wszyscy uwielbiają się chwalić jakie niesamowite rzeczy osiągnęli i jacy w ogóle są super.
Możliwe, że was podobnie jak mnie potrafi to zdołować, bo przecież osobiście nie zrobiliście żadnego przełomu w życiu, nie wpadliście na genialny pomysł i nie wynaleźliście żarówki. Może nawet nie zrobiliście nic, co moglibyście nazwać wyjątkowym. Może nawet nie wstaliście z kanapy, a wasze postanowienia od kilku lat pozostają jedynie na kartce. Być może w ogóle nie macie żadnych postanowień, bo wasze życie wygląda tak, jak chcecie. Ale jeśli tak nie wygląda to może jednak warto próbować coś zmienić?

Dlaczego mimo wszystko warto mieć jakieś postanowienia?
Bo jeżeli nie chcemy nic zmienić, to nic samo się nie zmieni. Nagle się nie schudnie 20 kilogramów, nagle nie będziemy mieć średniej 6,0, nagle nie wpłynie nam do portfela czy na konto pięć milionów, a czerwone Ferrrari samo nie pojawi się pod domem z karteczką, że jest od teraz twoje.

Zasadnicza różnica między celem a marzeniem? Cel osiągasz, a marzenia się nie spełniają. Przecież nic się samo nie robi.

Z drugiej strony zalewa nasz często fala postów, które tłumaczą dlaczego nie warto mieć noworocznych postanowień i dlaczego takie postanowienia się często nie udają. Przeczytałam tego tyle, że sama mogłabym napisać co najmniej dziesięć postów na ten temat, ale wolę wam powiedzieć co serio o tym myślę. Nie chodzi o silną wolę, ani o to, że przed Nowym Rokiem jest zawsze ta ekscytacja „nowym”. Nie! Jeżeli piąty rok z rzędu obiecujesz sobie np. że schudniesz i na obietnicach się kończy, i już drugiego obżerasz się słodyczami, albo idziesz do Maka to nie chcesz schudnąć! Albo cel ustanowiłeś sobie pod wpływem innych albo boisz się osiągnąć swojego celu.

Ustanawianie celu pod wpływem innych?
Ktoś ci powiedział, że coś jest nie tak.
Albo chcesz, żeby inni cie podziwiali.
Twój cel zawsze musi być TWÓJ.
Nie można spełniać marzeń innych ludzi, bo w ten sposób nie osiąga się swojego szczęścia.

Strach przed osiągnięciem celu?
Jeżeli nie możesz zacząć to może być strach przed porażką; powiesz wszystkim, że chcesz coś osiągnąć i nic z tego nie wyjdzie, bo nie masz „silnej woli” czy czegokolwiek jeszcze potrzebujesz…

Ale może się też pojawić inny rodzaj strachu. Że osiągnięcie celu zmieni nasze życie. Zmiana zawsze przeraża. W rozwoju osobistym mówi się na to „wyjście z własnej strefy komfortu”.

Bo Strefa Komfortu to taka mała, ograniczona strefa wokół nas, którą rozumiemy, w której czujemy się bezpiecznie i w której wszystko znamy. Ale wszystko czego chcemy jest po za nią. Nasze cele są po za nią. Trzeba zapomnieć o tym, czego się boimy. Jeżeli naprawdę czegoś chcesz to po osiągnięciu tego, twoje życie może zmienić się tylko na lepsze.

Są ludzie, którzy budzą się pewnego dnia i czują, że muszą zacząć biegać. I wiecie co robią? Biegają. Nie kupują butów za pół tysiąca, nie potrzebują bieżni, ani firmowych ubrań. I jeżeli chcą osiągnąć jakiś konkretny cel w tym bieganiu to biorą zazwyczaj nie od razu, ale go osiągają. Można w parę tygodni przygotować się do maratonu. Można zarobić na Ferrari i można mieć średnią 6,0. Wszystko to da się zrobić, chociaż może to być długa, ciężka droga, ale jeżeli pragniemy czegoś z całych sił to możemy to osiągnąć.

Przeczytałam właśnie 3 tekst na różnych blogach, dlaczego nie zrealizujemy postanowień noworocznych i w dalszym ciągu moim głównym wnioskiem jest to, że przeraża nas to, że trzeba coś zrobić. Że trzeba czasem ruszyć dupę.
Łatwiej jest usiąść przed telewizorem i oglądać bezsensowny serial niż nauczyć się nowego języka.
Przyjemniej jest zjeść tabliczkę czekolady niż sałatkę.

Ale czy łatwiej i przyjemniej to lepiej?
Czasem nie pamiętamy o tym, czego naprawdę chcemy. Cel przysłania nam chwilowe „nie chcę mi się” czy inna wymówka. Trzeba czasem pamiętać, co przyniesie nam długofalową korzyść, a nie da jedynie chwilową satysfakcje, a potem może wywoływać wyrzuty sumienia.

Zatem warto czasem zastanowić się czy warto? Czy chwila szczęścia jest warta późniejszej porażki?

A i jeszcze jedno: Nie wierz nikomu, kto mówi, że ci się nie uda. Kłamie.

Ale w sumie wydźwięk tego posta jest zupełnie inny niż chciałam. Bo chciałam sprawić, żebyście poczuli się lepiej. Chciałam napisać, że wszyscy blogerzy, youtuberzy i ktokolwiek inny podsumowując swój rok piszą o tym co im się udało. Bo każdy lubi się chwalić, ale prawdopodobnie i u nich nie jest tak kolorowo. Pewnie dużo więcej jest marzeń, które chcieliby urzeczywistnić, ale im się nie udało niż tych, które udało się im zrealizować.

Więc nie musicie przejmować się, jeśli nie spełniliście żadnego postanowienia z zeszłego roku. Może powinniście je przejrzeć i sprawić by w tym roku stały się trochę bardziej realne? A może powinniście w ogóle je wyrzucić z listy?

Dodaj komentarz