Plan rozwoju bloga na najbliższe kilka lat

Czytam „Bloger i social media” Jasona Hunta i stwierdziłam, że mój blog potrzebuje filozofii i że potrzebuję plan rozwoju bloga na najbliższe kilka lat, bo mam wrażenie, że stoję w miejscu. Piszę w różnych miejscach od tylu lat, że już nawet nie pamiętam ilu. Jasne, były to często bardzo dziwne teksty i nie miały sensu, ale jest mi wciąż przykro, że nikt nie czyta tego, co piszę. Statystyki wahają mi się od jednej do pięciu osób, które czytają jakiś wpis. Nie oszukując się – zaczynam mieć wrażenie, że albo ja nie mam talentu, albo coś jest nie tak z tym, co robię, aby się promować. Wnioski wyciągnięte, więc teraz czas coś z tym zrobić.

Co zamierzam?

Przede wszystkim – PISAĆ JAK NAJCZĘŚCIEJ. To zasada od której nie będzie ucieczki. Zaczynam od teraz i dopóki nie będę mieć tylu czytelników ilu bym chciała to nie ma dnia bez pisania. Chyba że będą naprawdę wyjątkowe sytuacje, ale nie zamierzam nawet nimi się usprawiedliwiać. Żadnych braków weny, czy chęci do pisania – po prostu będę pisać ile będzie się dało.

Kolejna sprawa to social media 

Social media to podstawa u każdego, kto chce coś działać w internecie. Troszkę olewałam je od zawsze. Wydawało mi się, że ludzie sami powinni wiedzieć, czy i kiedy chcą mnie czytać i będą zaglądać po nowe wpisy – myliłam się. Nie ma opcji nie bycia w kilku miejscach w internecie. Zatem na pewno fanpage i instagram będą aktywne. Czy coś jeszcze to nie wiem, wyjdzie w praniu. Prawdopodobnie oba portale będę aktualizować po kilka razy dziennie, żeby być „widoczna” w internecie.

Po za tym mam zamiar się stosować do strategii, które opisują wielcy blogerzy, by zdobyć popularność. Jeśli się uda to za rok będą pisać do mnie, bym reklamowała różne produkty i dzięki temu zarobię tyle, by wydać książkę. I będziecie mogli ją kupić. A następnymi krokami po kampaniach reklamowych i książkach będą zaproszenia do gazet na wywiady i do telewizji.

I jeśli pójdzie tak świetnie jak przewiduję to po dwóch latach stanę się najsławniejszą polską blogerką i dzięki moim czytelnikom będę mogła jeździć po całym świecie i robić to, co kocham – czyli pisać.

Brzmi to wszystko jak marzenie, ale wierzę, że jeśli ciężko na to zapracuje to będzie tak jak tu opisałam.

Tak właśnie wygląda plan rozwoju bloga na najbliższe kilka lat. 

Mój wakacyjny TBR – dam radę?

 

Mój wakacyjny TBR to głównie e-booki na legimi, które mam pobrane (dawno, albo całkiem nie dawno) i bardzo chciałabym je jak najszybciej przeczytać. Kolejność zupełnie przypadkowa, przypisanie do miesięcy też nie zbyt przemyślane, ale mam nadzieję, że uda mi się do września przeczytać każdą pozycję z tej listy. 

Mój wakacyjny TBR obejmuje:

W lipcu:

O NATURZE:

    • Kiszonki i fermentacje – Przepisy, które TRZEBA przetestować. Jako, że staram się być jak najbliżej natury to i zimą potrzebować będę różnych niekoniecznie dostępnych od ręki produktów – zatem trzeba przygotować zapasy.
    • Piękno pól i łąk – Z czego zrobić lekarstwo na gardło? Z czego krem? A jak zrobić ziołowe kąpiele? Postaram się poszukać w tej książce odpowiedzi na te pytania.
    • Sztuczki survivalowe – W razie zgubienia się w lesie, albo apokalipsy zombie wolę mieć w głowie parę sztuczek, aby być bardziej zaradna w ciężkich okolicznościach.
    • Zioła w leczeniu chorób cywilizacyjnych – Jest strasznie dużo chorób i lekarstw, ale co z tego jak większość z nich to ściema. Ziołami leczyli od tylu lat, czemu nam miałby nie wystarczyć?

INNE:

  • Życie jest fajne – Książka Katarzyny Miller, która powie o tym jak żyć, by było fajnie. Cokolwiek „fajnie” dla autorki oznacza.
  • LAGOM – Lagom (wymawiaj „laa-gom”) „nie za dużo, nie za mało, w sam raz”
  • DNA Stresu -Autor książek „Mentalizm” i „Manipulacja neuroperswazyjna”, tym razem sięga do najgłębszych warstw ludzkiej psychiki i mózgu, odkrywając przed czytelnikiem metody redukcji stresu w krytycznych sytuacjach prywatnych i zawodowych.
  • WISH – Jak spełnić marzenia? I co wtedy będzie się działo? Jakie są najpopularniejsze pragnienia?

W sierpniu:

    • Rozwojownik – Zależy Ci na tym, by Twoje życie przepełniały uważność, radość i szczęście?
      Szukasz inspiracji do własnego rozwoju?
      Pragniesz wprowadzić zmiany w swoim życiu i trzymać się ich konsekwentnie?
      Brakuje ci motywacji i pomysłu, jak to zrobić?
      Chcesz maksymalnie wykorzystywać każdy dzień?
      Ta książka jest właśnie dla Ciebie!
    • Ogarnij się – Jest książką dla tych wszystkich, którzy dążą do uporządkowania umysłowego rozgardiaszu – czyli takich spraw, jak praca zawodowa, finanse, kreatywność, związki i zdrowie. Pozwoli wyrwać się z kolein rutyny, aby wieść życie, jakiego pragniemy. Dzięki tej książce dowiesz się, jak obierać cele, jak je realizować wbrew drobnym trudnościom, a także poważnym przeszkodom, a potem – jak sobie wyobrażać i osiągać cele jeszcze większe, które być może dotąd nie wydawały ci się nawet możliwe. Pomoże ci przestać wchodzić sobie samemu w drogę – i to raz na zawsze. A na dodatek uwolnić się od rzeczy, które we własnym mniemaniu powinieneś robić, aby móc załatwić to, co naprawdę musi być zrobione i zająć się tym, co robić chcesz.
    • Sztuka planowania -Jak uprościć, zorganizować i wzbogacić swoje życie
      Planowanie to jeden z najskuteczniejszych sposobów na to, by uprościć i wzbogacić swoje życie. Najważniejszym elementem planowania jest układanie list!
      Sztuka planowania to praktyczny poradnik podpowiadający, jak najlepiej zorganizować codzienne życie (sprzątanie, przygotowywanie posiłków, zapraszanie gości na kolację, płacenie rachunków, kupowanie prezentów, pakowanie walizek na wyjazd itp.), tak aby znaleźć czas dla siebie.
      Autorka zachęca do prowadzenia własnego „notatnika z listami”, który pozwoli sprecyzować swoje upodobania i osiągnąć klarowność umysłu. Na podstawie licznych przykładów przedstawia praktyczne rady i wskazówki pozwalające opanować sztukę dobrego, wolnego od stresu życia.
      Dominique Loreau, autorka bestsellerowej Sztuki prostoty, mieszkająca od wielu lat w Japonii, przejęła styl życia nowej ojczyzny. Wyznacza go zasada: „Mniej znaczy więcej”, odnosząca się do wszystkich sfer życia – od materialnej po duchową.
    • Pokochaj swój dom
    • Zero waste – książka o tym jak żyć z mniejszą ilością śmieci

Opowiadanie – wściekły pisarz (część 1)

Opowiadanie – „Wściekły pisarz”

– Cholera! Znów to samo! Wstajesz, idziesz jeść i nagle budzisz się i już nie pamiętasz co się działo od śniadania do wstania z łóżka! OGARNIJ SIĘ, chcesz napisać w końcu tę sztukę, o której rozmawiasz od pół roku?! – Mówił Andrzej sam do siebie, przeglądając się w lustrze. Po czym jak zwykle zalał kawę i nalał sobie litrową szklankę whiskey, której zapas uzupełniał co dwa miesiące, aby w domu zawsze mieć pod ręką alkohol. Twierdził, że „sprzyja wenie twórczej”. Kawa była konieczna tak jak wyjście na balkon i zapalenie przed pracą dwóch papierosów. Czasem gdy bardziej się denerwował palił trzy, ale to tylko gdy musiał wyjść z domu.

Dziś był dzień pracy, więc mógł pójść od razu pracować, zamiast bawić się w mycie, ubieranie, nie picie i wszystko, co zazwyczaj trzeba zrobić, by nie wzbudzać podejrzeń wychodząc z domu. Dzień pracy wygląda zawsze tak samo: Po kawie i fajkach Andrzej leci do komputera i ma godzinę na obudzenie się, poprzeglądanie bzdur w internecie i wszystko co się robi, żeby nie pracować. Gdy siądzie do pisania nie może myśleć o tym, czy ktoś go nie oznaczył w nocy na memie z zabawnym kotem, albo czy ktoś wczoraj nie umarł na A7. Po dwóch godzinach jest czas na pracę. Wygląda dość nudno. Zaczyna się od sprawdzenia wcześniejszych tekstów i zdecydowaniu nad którym aktualnie trzeba najszybciej popracować.

Zazwyczaj najpilniejsze są teksty do krótkich ulotek, reklam i artykułów do pisemek, których nikt nie czyta. Potem czas na felietony, ostatnio pod pseudonimem Anonimowy Felietonista pisze w kilku różnych gazetach i nazywają go człowiekiem renesansu, gdyż zna się na wszystkim co akurat mu zaproponują od mody po politykę i ekonomię.

Gdy Andrzej dopnie bieżące sprawy przychodzi pora na śniadanie. Nigdy prawdopodobnie nie widzieliście tyle pizzy mrożonej ile ma on w lodówce. Te zakupy również stara się robić jak najrzadziej. Kupuje je tak, że jedzie na wycieczkę i wchodzi do każdego sklepu na swojej drodze i bierze wszystkie pizze, które są na stanie. Taka pizza jest bardzo wygodna, bo nie musi gotować, tylko włączyć piekarnik i go wyłączyć.

Dopiero po obiedzie jest czas na prace nad powieścią.

Ponieważ od rana towarzyszy Andrzejowi whiskey to wena twórcza jest u niego na wysokim poziomie, ale świadomość tego co pisze prawie zerowa. Pisarz tak bardzo boi się tej powieści, że postanowił, że dopiero gdy w strumieniach nieświadomości napisze 300 stron to sprawdzi co jest napisane. Czyli można powiedzieć, że nie zna on ani jednego słowa swojej książki.

„Gdy twoje oblicze łagodzi moje oblicze

to podatek od miłości ci wyliczę”

Dźwięki dobiegały z zewnątrz… Wyjrzał przez okno.

– Zamknij ryj! – krzyknął wkurzony Andrzej do chłopaka, który ewidentnie starał się odegrać romantyczną scenkę widzianą w jakimś filmie, bo stał pod balkonem dziewczyny z bukietem róż, gitarą i starał się śpiewać.

Chłopak wyglądał bardzo groźnie, gdy Andrzej przerwał mu piosenkę. Widać że się bardzo starał. Śpiewak zaczął wyjmować coś z róż i rzucił w balkon pisarza.

Całe mieszkanie ogarnął mrok, a po paru minutach rozległ się huk. Fala ognia ogarnęła lodówkę. Andrzeja zamroczyło, upadł na podłogę.

Andrzej obudził się na brudnym dywanie. Nie zdziwiło go, że nie pamiętał poprzedniego dnia, ale ten dywan. On na pewno nie był jego. Nigdy nie kupił by dywanu. Nienawidził ich nawet po pijaku. Trochę się przestraszył. Otworzył szeroko oczy. Pokój był w półmroku, ale nikogo nie było. Z oddali słyszał szepty. Nie był w stanie skupić się na tym co mówią, ale słyszał pojedyncze słowa i to niepokoiło go jeszcze bardziej.

„Gwałt”

„Śmierć”

„Bomba”

„Policja”

„Porwanie”

 

Chcę więcej – mimo że jestem minimalistką

Minimaliści też chcą więcej. Ja chcę więcej – mimo że jestem minimalistką. 

Odbiór, odbiór!

Jeśli ktokolwiek mnie czyta to ten no… przepraszam za pozostawienie tego miejsca tak samemu sobie. Moja wina, aczkolwiek więcej od czytania i rozmyślania ostatnio działam toteż zamiast naskrobać dla was kolejną recenzję, czy przeczytać milionową książkę – szwędałam się gdzieś po łąkach i lasach, robiłam octy i starałam się wykorzystywać wszelkie okazje na zrobienie czegokolwiek fajnego. Jakimś cudem blog spadł w rankingu priorytetów na ostatnie miejsce… cóż, bywa i tak. Nie pozostaje mi nic jak powiedzieć, że przepraszam i obiecuję się poprawić. Teraz zdecydowanie blog będzie znów dość ważną częścią mojego życia, a przynajmniej chciałabym by tak było.

A po przydługim wstępie czas na moje filozoficzno-psychologiczne rozważania. Myśl ostatniego czasu brzmi – „chcę więcej…”

Bardzo dziwna myśl dla kogoś (mnie), dla kogo ograniczanie się stało się jakimś rodzajem czerpania przyjemności z życia, bo im mniej mam tym lepiej się czuję. Również dziwne z tego powodu, że ograniczenie to dla mnie wolność i staram ograniczać się w czym mogę. Chcę nie tylko ograniczać posiadane rzeczy, ale szkodliwy wpływ na planetę, zużycie zasobów i co się da, by lekko „podreperowywać’ (?) świat. Tylko że nie o to chodzi, że chcę mieć więcej.

Chcę żyć „więcej”

Jeśli miałabym napisać swoją biografię, albo piosenkę, która miałaby mnie wyrażać to prawdopodobnie taki byłby jej tytuł. Jest w tym zdaniu coś, że głupio się czuje tłumacząc je, a jednak wiem że muszę.

Zatem czego chcę? 

Żyć tak by czerpać ze wszystkiego tą niesamowitą magię i żyć tak, by po prostu było to zawsze cudowne.

Nie chodzi mi o takie oklepane – żyć mocniej czy bardziej.

Nie, wiem że niemożliwe jest by ciągle trwać w stanach ekscytacji i robić nieosiągalne rzeczy. Znaczy da się dokonać nie możliwego, ale nie można dokonywać niemożliwego. 

Chciałabym zwyczajnie czerpać piękno z codzienności i odnaleźć się tak, by być jednością ze światem.

Bym miała poczucie, że cała ta badziewna część życia jest warta tego by ją przetrwać.

Dlaczego twoje dziecko nie lubi chodzić do szkoły?

Jako uczennica 1 klasy liceum (jeszcze przez 3 tygodnie) mam dość długi „staż” w edukacji szkolnej i jestem w stanie właśnie w tym momencie wytłumaczyć wszystkim rodzicom dlaczego dla ich dzieci szkoła to zazwyczaj piekło, a nawet jeśli nie piekło to najzwyczajniej w świecie nuda.

Po pierwsze jedyne co w szkole się rozwija to papier toaletowy… o ile jest! 

To tak dla luźniejszego wstępu, ale tak naprawdę ciężko jest się w szkole czegokolwiek nauczyć. Większość czasu pochłaniają sprawdziany i lekcje, które trzeba zrealizować w kilka minut i i tak nie wiadomo do końca o co chodzi. Generalnie tak – nawet jeśli jakiś temat zacznie kogoś interesować to i tak jest zrealizowany tak pobieżnie, że dosłownie nie da się nic nauczyć nie ucząc się w domu, nie czytając miliona książek. Za to najnudniejszych rzeczy trzeba się uczyć milion razy. Dlaczego osiemdziesiąty raz mam czytać treny Kochanowskiego skoro znam je już na pamięć? Może wolałabym np. poczytać wybitnych wschodnich poetów i zobaczyć jak różni się ich poezja od naszej? Dlaczego znów mam czytać Szekspira, skoro jest tyle wybitnych autorów, których nie znam? I do każdego przedmiotu można by tak wyliczać. Ja skupiłam się na polskim bo to jest moja jakiegoś rodzaju „pasja”. Aczkolwiek wiele jest takich przedmiotów. Dopiero po skończeniu chemii dowiedziałam się, że przydałoby mi się więcej wiedzieć, bo zainteresowałam się naturalnymi kosmetykami i środkami czystości, a także ziołolecznictwem i dobrze by było wiedzieć co można ze sobą łączyć, a co nie, żeby nie zrobić jakiś wybuchów, albo trucizn. Ale nie wiem i sama muszę się nauczyć.

Kolejna sprawa to nauczyciele

Nie oszukujmy się… Nauczyciele są mega różni. Jak są tacy, których w jakimś sensie lubimy to i do szkoły się jakoś przyjemniej chodzi i nawet łatwiej się nauczyć czegoś… Ale niestety nie wszyscy nauczyciele są tak zaangażowani w swoją pracę i zadowoleni z niej, żeby zarażać pasją młodych ludzi. Większość nauczycieli jest podobnie zafascynowana swoją pracą jak uczniowie ich słuchający. Generalnie często działa to tak, że odbębnia się godziny, żeby coś się działo i móc zrobić sprawdzian. Czasami aż się można zastanawiać, czy ci ludzie chcieli uczyć, czy może nic innego im nie wyszło! Ale to nie tak, że wszyscy nauczyciele są źli. Jest część dobrych nauczycieli, ale jest sporo nauczycieli, którzy najzwyczajniej w świecie są nudni, albo niemili.

Szkoła nie tylko nie uczy rzeczy przydatnych, ale w ich miejsce wstawia nieprzydatne

Nie oszukując się… Ile rzeczy będzie pamiętać się ze szkoły? Od pewnego poziomu szkoła staje się jakimś absurdem. Oczywiście nie od początku, bo wiadomo, że czytać, pisać i liczyć przydaje się umieć, a nawet żeby poradzić sobie w jakimś stopniu jest to obowiązek, ale żyjemy w 21 wieku, więc nic więcej nie musimy wiedzieć, bo jak czytamy i piszemy to możemy wiedzieć prawie wszystko wklepując nurtujące nas pytania do Wikipedii. Co więcej… Szkoła uczy wkuwania na pamięć – co nie ma oczywiście sensu bo ile z tych rzeczy będziemy pamiętać za 20 lat? I po co? Tak naprawdę znalazłam dwa powody, żeby się tego uczyć – by wygrać w milionerach lub rozwiązywać trudne krzyżówki. Nie będę przecież nigdy w życiu jak już zdam maturę liczyć funkcji kwadratowej. Nie będę nigdy zastanawiać się nad działaniem fal radiowych – są i tyle. Czy czegokolwiek w tym stylu.

 Oceniajcie nas, by nas zniszczyć

Ech, niestety, ale te numerki które wpisują nam do dziennika niszczą nam wszystko. Sprawiają, że czujemy się głupsi i mamy niskie poczucie wartości. Nawet jeżeli to nie prawda. Ktoś może całe życie dostawać szóstki, ale jak raz dostanie jedynkę to zaczyna się burzyć obraz tego, że jest mądrą osobą. Każdy ten numerek ma na nas jakiś wpływ. Oczywiście im starsi jesteśmy tym mniej nas to obchodzi, ale gdy zaczyna się oceniać dzieci w 4 klasie to przecież ciężko zrozumieć, że to że ma się nie najlepsze oceny nie wynika z tego, że jest się głupim. Ciężko zrozumieć, że nie można być dobrym ze wszystkiego i ma się lepsze i słabsze strony. Zdecydowanie nie są to łatwe sprawy. Szczególnie gdy rodzice również zmuszają niejako do walczenia o jak najlepsze cyferki w dzienniku, które później i tak zaczną niewiele znaczyć… Ale są  i bardzo zniechęcają do robienia czegokolwiek „innego” czy kreatywnego. Uczą dobrze wkuwać i zapamiętywać schematy, a także tego że bardziej opłacalne niż myślenie jest oszustwo. Ściąganie jest prostsze, jak ktoś zrobi za nas pracę jest super itp.

Tak na koniec…

Myślę, że to nie jedyne powody dla których szkoła bywa okropnym miejscem, ale to chyba takie najważniejsze. Właściwie dałabym radę napisać jeszcze dwa razy tyle, ale może zostawię to na inny wpis 😉

Nowa kategoria na blogu!


Ostatnio bardzo wkręciłam się w temat minimalizmu ;O

Wiem, wiem spóźniłam się… Przecież moda na minimalizm była 2 lata temu!

Ale nie o to chodzi.

I to właśnie minimalizm będzie nową kategorią na moim blogu.

Dlaczego?

A no dlatego, że im bardziej się interesuję tym więcej szukam, a im więcej szukam tym bardziej zauważam czego brakuje mi w tych książkach, w blogach, na grupach o minimaliźmie itp.

I zamierzam troszkę tą lukę wypełnić!

Po za tym jeszcze zaciekawił mnie ruch „zero waste”, bo zrozumiałam jak ważna jest ekologia i jak bardzo zapominamy dbać o naszą planetę i stwierdzam, że tego typu rzeczy również postaram się wprowadzić na mojego bloga, żebyśmy razem mogli zacząć trochę bardziej myśleć o ekologii.

Generalnie zmiany się szykują.

W końcu wiosna! ;D

Historia złych uczynków

Zanim przejdę do recenzji to powiem wam, że spełniło się jedno z moich marzeń! Dostałam książkę przed jej wydaniem żebym mogła ją zrecenzować! (Oczywiście jak to ja, nie zdążyłam napisać przedpremierowej recenzji, ale nikt mi na szczęście noża do gardła nie przykładał! ;D) Ale teraz w końcu ją przeczytałam i wiecie co?

Niestety troszkę się przeliczyłam. W sensie nie jest to zła książka, co to to na pewno nie, ale brakuje w niej czegoś…

Przede wszystkim mamy dwie różne historie które się przeplatają i każda książka, która decyduje się na taki zabieg zawiera zawsze ten sam problem – do połowy książki nie orientujemy się o co chodzi! Jest to denerwujące, bo nagle zmieniają się imiona postaci, sceneria itp.

W dodatku dopiero w połowie zorientowałam się, że czas historii obu książek jest zupełnie inny i troszkę byłam tym zszokowana, bo na początku wydawało mi się, że wszystko dzieje się w jednym czasie…

Ale może tylko ja jestem taka nieogarnięta… Ech…

Innych spraw ciężko się przyczepić – bohaterowie są bardzo dobrze napisani, historia toczy się w miarę płynnie i jest w stanie nas zaskoczyć.

Chociaż z tym płynięciem historii można się kłócić, ponieważ pewne momenty są zbyt przeciągnięte i wydaje się, że nie do końca czyta się to tak „na luzie”

 

 

I mimo tych wszystkich wad ta książka ma w sobie coś magicznego, co sprawia, że wręcz musicie ją przeczytać! Wiem, może się wydawać, że troszkę przeczę samej sobie w tym poście, bo cały post jest o wadach a nagle mówię, że koniecznie trzeba przeczytać ale takie mam mieszane odczucia co do tej historii… Znaczy się nie była ona taka, że jestem nią zachwycona tak totalnie mega, ale miała w sobie takie elementy, że uważam że trzeba ją przeczytać. Jest w jakiś sposób nietypowa i styl pisania autorki bardzo przypadł mi do gustu!

Mam wrażenie, że strasznie nie spójny jest ten wpis, więc na koniec, żeby było jaśniej troszkę

jeśli miałabym ocenić te książkę w skali 1-10 dałabym słabą 8.

Książkę możesz kupić tu: https://goo.gl/HWrf5f

Share week

Czym jest share week i jakie są jego zasady przeczytacie na blogu Andrzeja Tucholskiego.

Kogo polecam?

Zastanawiam się dłuższą chwilę, bo blogi robią się coraz bardziej „martwe”, albo ich poziom spada tragicznie, ale nie u wszystkich.

 

Trzy blogi, które polecam będą takimi, które w większy lub mniejszy sposób wpłynęły na mnie. Ponieważ to share week i nie ja wymyślałam zasady nie mogę polecić więcej, więc wybiorę najważniejsze dla mnie.

Co zabawne jako blogerka powinnam być bardzo obczytana we wszystkich możliwych blogach, ale prawdę mówiąc zaniedbuję ostatnio „śledzenie” internetu i jestem z tego dosyć dumna. 😉

Pierwszym blogiem, który polecam jest blog znany, prowadzony od długiego czasu i czytany przeze mnie też kiedyś bardzo często, ostatnio rzadziej, ale wróciłam do niego, ponieważ wkręciłam się w tematy takie jak minimalizm itp więc ten blog stanowi dla mnie swego rodzaju zbiór przydatnych informacji. Znajduję odpowiedzi na pytania, na które książki o minimaliźmie niekoniecznie odpowiadają.

Ten blog to…https://simplife.pl

Drugi blog też krąży w temacie minimalizmu, ale już skupia się na czym innym. Daje tematy do rozmyślania, do zastanowienia się i pozwala tak głębiej w siebie zajrzeć. https://mnmlista.pl

 

I ostatni blog, który chcę polecić w ramach share week to blog, który musiał się tu pojawić chociażby ze względu na nazwę mojego bloga „życie w książkach”, więc jak mogłabym nie umieścić tutaj jakiegokolwiek książkowego bloga! Ale nie wybrałam pierwszego z brzegu, tylko taki, gdzie faktycznie zdarza mi się czytać recenzję i kierować się nimi przy wyborze lektur oraz lubię sposób pisania autorki. https://nieuleczalnyksiazkoholizm.blogspot.com

 

Zachęcam was również, jeśli macie swoje blogi, żebyście wzięli udział w share week!

Światowy dzień poezji

21 marca to nie tylko pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, czy dzień wagarowicza. Mamy dzisiaj również

światowy dzień poezji

I w związku z tym mam dla was wiersz, który być może w jakiś sposób wiąże się z tematem tego dnia.

„Ginie poeta”
Poeci wszystkich krajów
Poeci wszystkich epok
Poeci wszystkich wierszy
tych lepszych, tych słabszych
Cenieni poeci i poeci amatorzy
Wszyscy poeci, gdzieście się podziali?
Czy poezja zapomniana? Czy wszystko już stracone?
Homeryckie dzieciaczki błagam, ujawnijcie się
Od zera do Homera. Proszę. Nie zapomnijcie.

Ale to nie wszystko, zdradzę wam pewien sekret…

Pracuję teraz nad swoim tomikiem poezji!

Nie jest to już skończony projekt, więc nic więcej nie zdradzę, ale wiem jedno

skończę ten projekt.

Nie dziś, nie jutro, ale na pewno wkrótce.

Do Wielkanocy na pewno skończę pisać, ale będę musiała jeszcze zająć się całą resztą rzeczy do ogarnięcia.

Ale obiecuję wam, że będziecie mogli zobaczyć mój tomik.

Hurra!

A teraz świętujcie

napiszcie wiersz

albo przeczytajcie.

Trzeba jakoś celebrować ten światowy dzień poezji.

 

Ego vs Ja – zmieniając siebie zmienisz przyszłość

Czytam książki psychologiczne. Strasznie dużo ich ostatnio czytam, bo bardzo lubię te tematy. Tylko że większość książek jest do siebie dość podobna i nie dość, że mówią o podobnych „sposobach” i innych sztuczkach to są napisane w taki sposób że ciężko jest je zrozumieć w 100 %.

Ale nie książka „Ego vs Ja”.

Dlaczego? Ponieważ to zupełnie inna książka, która doprowadziła mnie do momentu takiego „oświecenia”. Sprawia, że czuję mocną potrzebę, by poukładać swoje życie.

Po za tym jest napisana w ciekawy sposób, bo nie mamy tam suchych faktów, a anegdotki i historyjki z życia autora! I dzięki temu, kiedy czytamy książkę Dawida Piątkowskiego czujemy jakbyśmy siedzieli z nim przy kawie i słuchali jego sposobu patrzenia na świat.

Książkę czyta się po prostu bardzo przyjemnie. Lekko, ale jednocześnie nie z zażenowaniem w stylu „o matko, co ja czytam”, bo to bardzo mądra książka.

Nie wiem co jeszcze by tu napisać, bo nie chcę zbyt wiele zdradzić z tej książki…

Właściwie nie chcę nic zdradzić, bo myślę, że większą wartość będzie miało, gdy osobiście się ją przeczyta i zrozumie.

Ale sądzę, że przydałaby się bardzo wielu ludziom. I że to pozycja obowiązkowa dla kogokolwiek kto ma chociaż trochę chęci do samorozwoju itp.

Nie ma co dalej lać wody…Po prostu to książka, którą TRZEBA przeczytać!