Share week

Czym jest share week i jakie są jego zasady przeczytacie na blogu Andrzeja Tucholskiego.

Kogo polecam?

Zastanawiam się dłuższą chwilę, bo blogi robią się coraz bardziej „martwe”, albo ich poziom spada tragicznie, ale nie u wszystkich.

 

Trzy blogi, które polecam będą takimi, które w większy lub mniejszy sposób wpłynęły na mnie. Ponieważ to share week i nie ja wymyślałam zasady nie mogę polecić więcej, więc wybiorę najważniejsze dla mnie.

Co zabawne jako blogerka powinnam być bardzo obczytana we wszystkich możliwych blogach, ale prawdę mówiąc zaniedbuję ostatnio „śledzenie” internetu i jestem z tego dosyć dumna. 😉

Pierwszym blogiem, który polecam jest blog znany, prowadzony od długiego czasu i czytany przeze mnie też kiedyś bardzo często, ostatnio rzadziej, ale wróciłam do niego, ponieważ wkręciłam się w tematy takie jak minimalizm itp więc ten blog stanowi dla mnie swego rodzaju zbiór przydatnych informacji. Znajduję odpowiedzi na pytania, na które książki o minimaliźmie niekoniecznie odpowiadają.

Ten blog to…https://simplife.pl

Drugi blog też krąży w temacie minimalizmu, ale już skupia się na czym innym. Daje tematy do rozmyślania, do zastanowienia się i pozwala tak głębiej w siebie zajrzeć. https://mnmlista.pl

 

I ostatni blog, który chcę polecić w ramach share week to blog, który musiał się tu pojawić chociażby ze względu na nazwę mojego bloga „życie w książkach”, więc jak mogłabym nie umieścić tutaj jakiegokolwiek książkowego bloga! Ale nie wybrałam pierwszego z brzegu, tylko taki, gdzie faktycznie zdarza mi się czytać recenzję i kierować się nimi przy wyborze lektur oraz lubię sposób pisania autorki. https://nieuleczalnyksiazkoholizm.blogspot.com

 

Zachęcam was również, jeśli macie swoje blogi, żebyście wzięli udział w share week!

Światowy dzień poezji

21 marca to nie tylko pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, czy dzień wagarowicza. Mamy dzisiaj również

światowy dzień poezji

I w związku z tym mam dla was wiersz, który być może w jakiś sposób wiąże się z tematem tego dnia.

„Ginie poeta”
Poeci wszystkich krajów
Poeci wszystkich epok
Poeci wszystkich wierszy
tych lepszych, tych słabszych
Cenieni poeci i poeci amatorzy
Wszyscy poeci, gdzieście się podziali?
Czy poezja zapomniana? Czy wszystko już stracone?
Homeryckie dzieciaczki błagam, ujawnijcie się
Od zera do Homera. Proszę. Nie zapomnijcie.

Ale to nie wszystko, zdradzę wam pewien sekret…

Pracuję teraz nad swoim tomikiem poezji!

Nie jest to już skończony projekt, więc nic więcej nie zdradzę, ale wiem jedno

skończę ten projekt.

Nie dziś, nie jutro, ale na pewno wkrótce.

Do Wielkanocy na pewno skończę pisać, ale będę musiała jeszcze zająć się całą resztą rzeczy do ogarnięcia.

Ale obiecuję wam, że będziecie mogli zobaczyć mój tomik.

Hurra!

A teraz świętujcie

napiszcie wiersz

albo przeczytajcie.

Trzeba jakoś celebrować ten światowy dzień poezji.

 

Ego vs Ja – zmieniając siebie zmienisz przyszłość

Czytam książki psychologiczne. Strasznie dużo ich ostatnio czytam, bo bardzo lubię te tematy. Tylko że większość książek jest do siebie dość podobna i nie dość, że mówią o podobnych „sposobach” i innych sztuczkach to są napisane w taki sposób że ciężko jest je zrozumieć w 100 %.

Ale nie książka „Ego vs Ja”.

Dlaczego? Ponieważ to zupełnie inna książka, która doprowadziła mnie do momentu takiego „oświecenia”. Sprawia, że czuję mocną potrzebę, by poukładać swoje życie.

Po za tym jest napisana w ciekawy sposób, bo nie mamy tam suchych faktów, a anegdotki i historyjki z życia autora! I dzięki temu, kiedy czytamy książkę Dawida Piątkowskiego czujemy jakbyśmy siedzieli z nim przy kawie i słuchali jego sposobu patrzenia na świat.

Książkę czyta się po prostu bardzo przyjemnie. Lekko, ale jednocześnie nie z zażenowaniem w stylu „o matko, co ja czytam”, bo to bardzo mądra książka.

Nie wiem co jeszcze by tu napisać, bo nie chcę zbyt wiele zdradzić z tej książki…

Właściwie nie chcę nic zdradzić, bo myślę, że większą wartość będzie miało, gdy osobiście się ją przeczyta i zrozumie.

Ale sądzę, że przydałaby się bardzo wielu ludziom. I że to pozycja obowiązkowa dla kogokolwiek kto ma chociaż trochę chęci do samorozwoju itp.

Nie ma co dalej lać wody…Po prostu to książka, którą TRZEBA przeczytać!

 

Unf*ck Yourself – Napraw się

Czytam kolejną książkę psychologiczną. I następną. Nie liczę, że w magiczny sposób zmienią moje życie, bo wiem że jedynie ja mogę tego dokonać, ale mogą pokazać sposoby, by zmiana życia była łatwiejsza. Żeby poznać sposoby na ułatwienie sobie życia. Po przeczytaniu „Szczęście – poradnik dla pesymistów” spodziewałam się po tej książce wszystkiego, co najgorsze. Ale nie znalazłam w tej książce takich bzdur w stylu „możesz wszystko”, „dasz radę” itp.

To nie jest na szczęście jedna z tych książek.

Za to daje nam parę innych ważnych mantr, które powinniśmy często powtarzać. Są one ważniejsze niż nastawianie się na sukces i myślenie, że cokolwiek osiągniemy, bo w jakiś sposób nam się to „należy”.

Oto te zdania:

Jestem gotowy.

Jestem zaprogramowany na sukces.

Radzę sobie.

Przyjmuję niepewność.

Nie jestem tym, co myślę. Jestem tym, co robię.

Jestem wytrwały.

Niczego nie oczekuję i akceptuję wszystko.

 

Już po samym przeczytaniu ich możemy przekonać się w jakim tonie pisana jest ta książka. Oczywiście, gdy przeczytamy całą książkę każde z tych zdań zrozumiemy dużo lepiej. Każde z tych zdań ma duże znaczenie.

Głównym przesłaniem jakie wyłapałam z tej książki, ale nie jedynym jest to, że nie jesteśmy swoimi myślami.

Autor pokazuje nam, że możemy działać pomimo myśli, że nam się nie chce. Że nie wszyscy „ludzie sukcesu” byli hiperoptymistami, którzy wiecznie mieli 100% energii do działania. Wielu z nich było pesymistami, ale to nie przeszkadzało im w tym, żeby cokolwiek robić.

A taką dodatkową zaletą dla mnie tej książki jest to, że zawiera mnóstwo inspirujących cytatów. Nie tych powtarzanych ciągle, do znudzenia, ale takich cytatów, które zachowały się od starożytnych filozofów itp. I w dodatku te cytaty nie dość, że są bardzo mądre to brzmią ładnie. Aż ma się ochotę je wytatuować (chociaż może nie koniecznie na czole ;))

Szczęście – poradnik dla pesymistów

Przeczytałam tą książkę bo była do „Babskiego klubu książki”.  Tytuł mnie zainteresował, pobrałam na Legimi… i okazało się że od dawna już mam pobraną tą książkę. Nie było innego wyjścia jak tylko zacząć czytać!

Dla kogo jest ta książka?

Na pewno nie jest ona dla nikogo, kto uwielbia ładować się pozytywnymi sentencjami. Dla nikogo, kto wiecznie myśli pozytywnie i uwielbia „kult” motywacji.

Natomiast doskonale odpowie każdemu, kto ma tego wszystkiego dość. Kto, albo próbuje i nigdy mu nie idzie, albo z takim podejściem w stylu „dasz radę, możesz wszystko jeśli tylko uwierzysz!” w życiu się nie zgodzi i będzie się od tego trzymać jak najdalej.

I jak niby to ma mi dać szczęście? Jakaś zwykła książka…

Nie jestem w stanie zagwarantować, że akurat ta książka zmieni wasze życie na lepsze, albo sprawi, że będziecie szczęśliwi. Ale mogę obiecać, że pokaże wam jak patrzeć na świat z nieco innej perspektywy, a z tego co wiem spojrzenie od innej strony jest zawsze najlepszą drogą do rozwoju. Więc może nie zmieni się wam dzięki tej książce cale życie, ale na pewno chociaż mały jego fragmencik.

Kolejne bzdury…Motywacja antymotywacją…

Właściwie to troszkę tak, ale myślę, że nie do końca są to bzdury. Opierają się na tylu argumentach za potwierdzeniem swoich tez, że ciężko jest w jakikolwiek sposób sprzeciwić się temu, co próbuje nam przekazać autor książki. Każdy rozdział jest o innej dziedzinie nauki. Nie tylko najnowsze badania znajdziemy w tej książce, ale także stare filozofie, czy nawiązania do buddyzmu. A także obalenie badania, które jest przez „coachów motywacyjnych” często powtarzane, a prawdopodobnie jest całkowicie zmyślone!

Czy „Szczęście-poradnik dla pesymistów” jest idealną książką? 

Nie jest. Zdecydowanie nie. Jest przydługa – każdy rozdział można by było skrócić o połowę, a i tak byłoby wiadomo o co chodzi, a także jest napisana takim językiem, że czytanie jej często przypomina żmudne czytanie jakiegoś podręcznika szkolnego, więc często trzeba robić przerwy, żeby się nie znudzić.

Myślę, że jednak mimo to warto sięgnąć po tą książkę, szczególnie jeśli ma się gorszy okres w życiu, nie wszystko układa się po naszych myślach, albo potrzebujemy trochę doładowania baterii, ale nie takiego na 5 minut, tylko na troszkę dłużej.

 

 

 

„Make your bed” – recenzja

Motywacja, Make your bed to właśnie książka z tej kategorii – motywacyjnych. Ma wszystko, co powinna mieć taka książka. Gościa, który jest kimś, chwytliwy tytuł i nie jest za długa. A także jest ciekawa na tyle, że da się ją czytać. I storytelling nawet jest! Czego chcieć więcej…

I dlatego „Make your bed” wybrałam, aby dodać i sobie i wam trochę pozytywnej energii.

Więc może parę powodów dla których warto przeczytać tę książkę?

Po pierwsze dlatego, że powinniśmy ścielić łóżko… A kto z was rano ścieli łóżko? Ja przyznam szczerze, że nigdy tego nie robię, a jest nawet taki cytat, że „kto nie ścieli łóżka, ten cały dzień żyje tylko po to, by do niego wrócić” i dzięki tej książce zrozumiałam jaki to błąd… I chociaż muszę jeszcze się postarać, by wypracować taki nawyk to przynajmniej zrozumiałam „jakie to ma znaczenie”.

Po drugie kto z was nie chciałby poczuć się jak żołnierz seals? Znaczy, wiadomo nie każdy by chciał być żołnierzem sił specjalnych. Ale poczuć się jakby było się na takim szkoleniu to coś niesamowitego, przerażającego i dostarczającego całego mnóstwo emocji i lekcji. Lekcji życiowych, które chociaż to nie my przeżyliśmy to myślę, że na długo można je zapamiętać.

Po trzecie motywacja i proste rady, bez zbędnego lania wody. Wszystko konkretnie. Jest wstęp, jest rada, są historię, które tłumaczą nam działanie tej zasady, która pojawia się na początku. I na końcu podsumowanie. Nie ma w tej książce nic nie potrzebnego. Każde słowo ma jakieś znaczenie. Bardzo mi się to spodobało, bo im więcej książek czytam tym więcej dostrzegam wszędzie pisania na siłę jak najwięcej niepotrzebnych słów.

 

Antyperfekcjonizm

Zależy mi na tym, żeby jasno wyrazić się w tym moim małym „felietonie”, bo tak postanowiłam nazwać serię ze swoimi przemyśleniami i miałam już napisane parę słów wstępu, ale postanowiłam je usunąć.

Dlaczego? Nie jestem perfekcjonistką, więc nie zależy mi, żeby wszystko było idealnie i przekraczało moje wyobrażenia o idealnym tekście. Nigdy mi nie zależało mi na takich rzeczach, że cokolwiek miało by być zrobione idealnie.

Jestem zadowolona jak jest po prostu zrobione i można odhaczyć na liście zadań „napisałam tekst na bloga”.

Nie jest tam przecież, że „napisz najbardziej rozchwytywany tekst na bloga, sprawdź pięćset razy każde zdanie słowo po słowie i napisz go potem od nowa, bo jest beznadziejny.”

Niestety mój antyperfekcjonizm to nie same zalety, a właściwie nigdy nie wiadomo, co jest gorsze. Przecież przesada we wszystkim jest zła. Mój antyperfekcjonizm niestety wiąże się z chaosem, z niekończeniem zaczętych zadań, z tym że szybko porzucam coś jak „nie potrafię”, często łapie się miliona rzeczy naraz. Chaos. To jest dobre określenie tego co jest dookoła mnie i tego, co robię.

Właściwie ten antyperfekcjonizm uświadamia mi trochę, jakie mam nastawienie do świata…Zawsze troszkę inaczej niż większość…Jestem sama trochę taka anty…

„BUNTOWNICY” Cz.1

Buntownicy – część 1

Zawsze wiedziałam,  że stworzona zostałam do rzeczy wielkich. Znaczy się osobiście tego nie czułam, ale wszyscy to mówili, ponieważ z badań, które moja matka robiła w ciąży wynikało, że będę jedną z tych, które zmienią ten świat. Nie wiem, co ona o tym sądziła niestety, bo nigdy jej nie poznałam. Urodziła mnie i umarła dwie minuty później. Wychował mnie tata. Był dobrym rodzicem, sprawiał, że nigdy nie czułam się jakoś obciążona tą „klątwą” i pozwalał mi na beztroskie dzieciństwo. Czasem aż za bardzo, ale jakiś czas po moich dwunastych urodzinach pojawiła się Renata wraz ze swoimi bliźniakami rok ode mnie starszymi. Gdy dowiedziała się jakie jest moje przeznaczenie zaczęła bardzo rządzić moim życiem, kazała mi się uczyć dziesięć razy ciężej i zapisywała mnie na tyle zajęć, że nie miałam ani jednej wolnej chwili. Oczywiście, żeby tata się nie czepiał to te zmiany wprowadzała powolutku, a tata dał się złapać na wszystko, bo był zaślepiony miłością do niej.

Renata wiedziała, że dla jej synów nie ma szans na żadną dobrą przyszłość. Od zawsze byli chuliganami i wiedziała, że jeden prawdopodobnie skończy na śmieciarce, a drugi w więzieniu. Nie byli groźni, ale lubili mieć konflikt z prawem, nie dla jakiś wyższych idei, a tylko po to, by jak twierdzili było „zabawnie”. Renata się nie przejmowała nimi i dawała im zbyt dużo swobody, ale mój tata nie miał na to żadnego wpływu, bo gdy próbował jej cokolwiek powiedzieć zawsze zmieniała temat rozmowy. W każdym razie układ był taki – oni siedzą, palą, piją i bawią się, mój tata – pracuje, ja – robię wszystko by być kimś „wielkim”, a Renata się nami „zajmuje” i jednocześnie projektuje ubrania dla Gucci. Wszystko jakoś działało. Ja nigdy nie robiłam problemów. Zawsze miałam najwyższą średnią w klasie, chodziłam na wszystkie zajęcia jakie Renata mi wymyślała i tak ogólnie byłam takim wzorem „idealnej córeczki”.

Kiedy się to zmieniło? A no i tu zaczyna się najciekawsza część tej historii. Dowiedziałam się, że jestem jedną z „wybranych”. Ale zacznijmy od początku, czyli od tego jak do tego doszło… Siedziałam na przystanku i czekałam na autobus ze szkoły na zajęcia baletu. Miałam jakieś 20 minut, więc postanowiłam przejść się po okolicy. Przechodziłam dość zniszczoną ulicą, która nie wyglądała zbyt bezpiecznie, ale w pewnym momencie usłyszałam głośny pisk kobiety. Postanowiłam, że muszę to sprawdzić. Pobiegłam w stronę, z której dobiegał dźwięk. Tym sposobem trafiłam do studia tatuaży. Nie było tam cierpiącej kobiety. Znaczy kobieta była, ale nie cierpiała, wyglądała na to, jakby tam wszystkim rządziła. Stała na środku okręgu stworzonego z kilkunastu mężczyzn. Każdy z mężczyzn wyglądał, jakby mógł podnieść ciężarówkę jedną ręką. Wszyscy w pomieszczeniu byli ubrani w skóry, mieli na sobie mnóstwo ćwieków i czaszek. Przeraziłam się początkowo, ale kobieta zaczęła do mnie przemawiać.

– Nie bój się Ewelino. Nie chcemy zrobić ci krzywdy. Chcemy tylko coś wyjaśnić i włączyć cię, bo to już czas.

– Słucham? Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem.

– Nienaganne maniery to nie twoje przeznaczenie. Ty masz zmienić świat. Ocalić go. My jesteśmy grupą, która podejmuje te misję od wieków. Niektórzy są tu tak jak ty przez przepowiednie, a inni przez przypadek, ale każdy jest tu potrzebny. Należysz do naszej grupy. Do grupy „Buntowników”. Ty masz być wybawieniem dla naszego świata.

– Ale ja… Jak…Co….

– Spokojnie. Masz dopiero piętnaście lat. Przez najbliższy czas musisz poznać zasady, podszkolić się i zacząć walki.

– Nie wiele z tego jest dla mnie jasne…

– Później ci wszystko wyjaśnimy, ale teraz musisz przygotować się do przysięgi i nauczyć się jak masz traktować rodziców i jak nas nie wydać.

– Teraz?

– Teraz jest za późno. Jak nie wrócisz do domu to zaczną domyślać się, że coś jest nie tak. Wróć tu jutro. Rano. Nie martw się o szkołę. Wszystko załatwimy.

CIĄG DALSZY NASTĄPI…

WKRÓTCE…

Plany czytelnicze 2018

Dawno mnie tu nie było, ale powracam z mnóstwem planów i pomysłów. Większości wolę wam nie zdradzać, żebyście mieli niespodziankę, ale muszę powiedzieć o planach czytelniczych!

Przede wszystkim głównym planem na 2018 jest przeczytać 100 książek w ciągu tego roku.Czy dam radę? Się okaże! Musiałabym czytać średnio 2 książki tygodniowo. Ale żeby nie było tak łatwo to weźmiemy jeszcze inne wyzwania, bo co to jest tylko 100 obojętnie jakich książek.

Postanowiłam zorganizować wyzwanie dotyczące klasyki, żeby móc więcej działać na mojej grupie, którą zaniedbałam ostatnio, ale teraz koniec z tym. Trzeba wziąć się do roboty, więcej pisać i więcej czytać. Zatem na grupie Klasyka Dyskusji będzie działanie w stronę wyzwania „Przeczytać w 2018 klasyk na każdą literkę alfabetu”.

A skoro jest plan to musi być też jakiś wstępny TBR.

A – Atlas chmur – David Mitchell

B – Bracia Karmazow – F. Dostojewski

C – Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon

D – Dracula– Bram Stoker

E –  Emma- Jane Austen

F – Ferdydurke – Witold Gombrowicz

G – Granica – Zofia Nałkowska

H – Hrabia Monte Christo – Alexandre Dumas

I – Inny świat – Gustaw Herling-Grudziński

J –  Jane Eyre – Charlotte Bronte

K – Kolor purpury – Alice Walker

L – Lolita –  Vladimir Nabokov

M – Małe kobietki – Louisa M Alcott

N – Nie-boska komedia-Zygmunt Krasiński

O – O czym szumią wierzby – Kenneth Grahame

P – Paragraf 22 – Joseph Heller

R – Rozważna i romantyczna – Jane Austen

S – Stowarzyszenie umarłych poetów – Nancy H. Kleinbaum

T – Tango – Sławomir Mrożek

U – Ulana – Józef Ignacy Kraszewski

W – Władca much – William Golding

Z – Zbrodnia i kara – Fyodor Dostoyevsky

Ale to nie jedyne wyzwanie, które stawiam sobie w 2018 roku, po za tym planuje przeczytać jeszcze kilkanaście książek o rozwoju osobistym i pisaniu 🙂

Co sądzicie o tej liście? Coś nie powinno się tu znaleźć? A może coś powinno coś innego koniecznie zastąpić?

Jak napisać wiersz?

Jak napisać wiersz?

Myślę, że nikt, kto czuje się poetą nie zada nigdy takiego pytania, bo to części osób przychodzi naturalnie, a mimo to jest jakaś grupa ludzi, która wpisuje taką frazę w Google. Przecież nie od razu rodzimy się ze wszystkimi umiejętnościami. Nikt nie umie nawet pisać od razu, a co dopiero pisać wiersze!

Co robi poeta? 

Przede wszystkim poeta musi ubierać emocje w słowa. I potrafić sprawić, by tysiące myśli zmieściły się w kilku słowach. By słowa coś znaczyły, wyrażały jakąś emocje. Często przecież kilka słów wyrazi całą historię życia. Albo milion słów może nie mówić nic.

 Czy jestem w stanie powiedzieć jak napisać wiersz?

TAK. Pisanie wierszy nie jest trudne!

Wystarczy tylko przelać myśli i uczucia na papier.

A potem ubrać je w jakieś ładne słowa i w rymy.

Na przykład takie zdanie: Byliśmy wczoraj na łące.

Można zapisać tak:

Wczorajszy dzień już przeżyty

Zniknęły pola maków i pszczół bzyczenie

Czas ten został już ukryty

W zakamarkach pamięci – teraz jedynie nad pustą kartką ślęczenie.

 

To nie jest świetny wiersz, bo nad czymś świetnym musiałabym dłużej posiedzieć, ale napisałam go w 5 minut i nie musiałam się długo zastanawiać nad tym… Mogłabym popracować nad tym, żeby rytm był równy i ilość sylab w wersie była taka sama. Mogłabym też zastosować więcej środków poetyckich (porównań, metafor itp.)