Bookhatonowy TBR

Od poniedziałku przez cały tydzień trwa Bookhatoonowe wyzwanie w ramach którego trzeba przeczytać książki do konkretnych wyzwań.

 

Jakie książki dopasowałam?

Książka, w której ważną rolę odgrywają zwierzęta – „Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety” (540 stron) 

Dlaczego ta książka? Bo ma mrówki w tytule! Nie wiem nawet, czy występują tam jakiekolwiek zwierzęta, ale przecież wyzwania można interpretować dowolnie. 😉

Książka o przyszłości – „7 razy dziś” (380 stron) 

Właściwie to nie jest książka o przyszłości, a o jej braku. Nawet bym nie pomyślała o tym, żeby wziąć ją pod uwagę do tego wyzwania, ale obejrzałam filmik Crimelpoint, która wybrała tą książkę, więc pomyślałam, że skoro mam ją  od dawna na półce, a niedługo wychodzi film na jej podstawie to warto by w końcu ją przeczytać

Zła książka – „Księżyc w nowiu” (478 stron) 

O tym, że Zmierzch jest „złą książką” mówią wszyscy. Ja tam bardzo lubię filmy i pierwszą część, ale nigdy nie przeczytałam drugiej, trzeciej i czwartej!

Biografia – „Khalidov” (212 stron) 

Oglądałam jak był u Kuby Wojewódzkiego, pobrałam biografię na czytnik i wciąż jej nie przeczytałam, zatem czas po nadrabiać zaległości.

Książka, która porusza temat tabu – „Wszystkie jasne miejsca” (402 stron) 

Z tego co pamiętam z filmików booktuberów to jest to o chorobie psychicznej i właściwie tyle wiem o tej książce …

Książka zekranizowana w 2016 lub 2017 roku – „Ponad Wszystko” (224 stron) 

Niedawno wyszedł film, a chciałabym najpierw przeczytać książkę 😉

Przeczytaj co najmniej 1500 stron – Łącznie ze wszystkich książek wychodzi 2236 stron! ;D

Wyczekujcie także recenzji wyżej wymienionych książek!

 

 

 

 

Leczenie depresji smutnymi książkami

Leczenie depresji smutnymi książkami jest jak leczenie raka płuc kolejną paczką fajek, czyli dlaczego „inni mają gorzej” nie jest żadnym pocieszeniem.

Nie każdy cieszy się z tego, że inni mają gorzej. Gdy czuję się smutna, zdołowana itp. To nie chcę, żeby cały świat czuł się tak razem ze mną. Prawdę mówiąc byłabym w stanie wziąć cierpienie innych na siebie, gdyby tak się dało. Jak słyszę, że ktoś cierpi to jest mi dużo gorzej, bo chciałabym żyć w idealnym świecie, w którym wszyscy byliby szczęśliwi. Zatem, gdy ktoś mi mówi, że inni mają gorzej to zamiast się cieszyć łapię jeszcze mocniejszego doła.

A coraz częściej odnoszę wrażenie, że takie teksty stają się już bardziej popularne niż to słynne „będzie dobrze”. Tylko że będzie dobrze nie jest aż tak złe, bo jest zazwyczaj mówione w dobrej intencji. Czujemy, że ktoś z kim rozmawiamy stara się nam dać nadzieje na lepsze „potem” nawet jeśli aktualnie jest źle. A w tekstach w stylu „inni mają gorzej” jest odczuwalna pogarda dla naszego samopoczucia, dla naszych problemów. Jakby ktoś chciał nam powiedzieć, że nie mamy prawa czuć się źle, bo przecież czy czegoś nam brakuje?

Tylko, że oni nigdy nie wiedzą, jak się tak naprawdę czujemy w środku. Jaką mamy plątaninę myśli w głowie, jak wiele niepożądanych myśli, które mówią to, czego wcale nie chcemy słyszeć. Oni nie mają pojęcia, że nawet jak ktoś się uśmiecha to w środku może toczyć ciągłą walkę ze sobą.

Prawda jest taka, że komuś, kto się naprawdę źle czuje i u kogo złe myśli zaczynają wygrywać z tymi pozytywnymi nie pomoże żaden slogan. Żaden pozytywny cytat, żadne gadanie nawet jeśli byłoby skierowane osobiście. W takich momentach wszystkie mądre teksty, które próbujecie wbić do głowy zostają zapomniane i liczy się tylko smutek. Tylko te myśli, które mówią, że jest się nikim. Tylko to, co negatywne. I wchodzimy na nieskończoną pętlę smutku, która go pogłębia i pogłębia do czasu aż w końcu zacznie być „normalnie”.