Poddajesz się?

Znowu powracam na bloga. Dawno mnie tu nie było, a teraz odradzam się jak feniks z popiołu…

Moim ostatnim tekstem był ten o pani poetce, która się poddała i w sumie opuszczenie bloga na tyle czasu też było jakąś formą poddania się. Miałam dość, właściwie dalej mam dość tego, że w pewnym momencie zaczęłam się bać cokolwiek pisać tu, a później nie chciałam nic pisać. Teraz czuję, że blog musi zmienić kompletnie kierunek, bo męczy mnie pisanie niektórych tekstów. A kocham pisać, więc nie powinno być to dla mnie męczące, prawda?

Wrócę do wylewania myśli. Muszę gdzieś wyrzucić wewnętrzny słowotok. A jednocześnie planuję też, żeby zrobić trochę bardziej „wartościowe” treści na którymi będę musiała się napracować. Ale ćśś! Na razie nic nie wiecie 😉

Paradoksalnie im więcej myślę o blogu i tym wszystkim, tym bardziej mam ochotę rzucić to wszystko w …

Ale wiecie co?

Jakbym rzuciła bloga, albo postanowiła, że nigdy nie napiszę książki to prawdopodobnie dzień później zaczęłabym pisać 10 tekstów i pięć rozdziałów. Nie potrafię żyć bez pisania.

I mam dla was radę. Banalną, ale czasem trzeba to usłyszeć:

Nie poddawajcie się.

Wiecie kto się poddaje? Poddają się ludzie, którzy później nic nie osiągają. Ci, którzy wybierają drogę zapomnienia. Ci, dla których wielkie osiągnięcia są nie możliwe, bo są za trudne. To jest ten typ ludzi, którzy gadają na sąsiadów, jeśli zarabiają więcej od nich, bo im zazdroszczą, ale nigdy nie spróbują nic zrobić, żeby zarobić więcej. Nie chcecie być tym typem osób, mam rację?

Każdy ma marzenia. Wszyscy o czymś marzymy. Czasem o milionie złotych, czasem o Porshe w garażu, a czasem o wycieczce na Teneryfę. Niektórzy marzą o sławie, inni o tym, by stworzyć jakieś dzieło sztuki. A wy o czym marzycie?

Nie ważne o czym marzymy, na marzenia zawsze musimy jakoś zapracować. Działać, aby się zbliżać do naszych marzeń.

Myślę, że to właśnie jest głównym czynnikiem, dlaczego ludzie tylko marzą. Jesteśmy zbyt leniwi, aby działać.

Tylko że powiem wam coś w sekrecie… Nie ma prawa przyciągania! Wszechświat nie sprawi, że nagle będziecie kimś! Że dostaniecie mnóstwo pieniędzy na konto i najlepiej magicznie teleportujecie się do miejsca, w którym chcecie spędzić wakacje… Niestety życie tak nie działa, bo wtedy każdy jeździłby Porshe i wydawał tyle książek w rok, co Stephen King w ciągu całej kariery.

Jeśli chce się coś osiągnąć to nie dość, że trzeba dużo i ciężko zapracować na marzenia to jeszcze liczyć się z porażkami! I się po nich podnosić. Myślę, że każdy z was zna historię J.K Rowling (autorki bestsellerowej serii „Harry Potter”). Jej książki nie chciało wydawać żadne wydawnictwo i mówili, że nie jest to dobra książka etc. Ale ona ciągle pisała do nowych wydawnictw i któreś w końcu poznało się na jej powieści. Co gdyby poddała się po jednej odpowiedzi od wydawnictwa?

Zresztą takich historii jest mnóstwo. Każda kończy się tak, że im bardziej ktoś jest uparty, żeby dążyć do obranego celu tym większe prawdopodobieństwo, że go osiągnie.

 

 

 

5 myśli na temat “Poddajesz się?

  1. Czasem by zrobić parę kroków naprzód, trzeba dać jeden w tył. Ja również bez pisania żyć nie umiem, potrzebuję go jak tlenu, choć niekiedy mam chęć rzucić je w kąt. A w prawo przyciągania wierzę i wg mnie ono działa – ale pod jednym warunkiem: należy stworzyć szczęściu okoliczności, aby mogło zaistnieć. Nic się samo nie zrobi;) Pozdrawiam!

  2. Prawdą jest powiedzenie, że szczęściu trzeba pomóc. Nic nie spadnie nam z góry, chyba, że przypadkiem. Wiele zależy od nas samych i chęci zawalczenia o własne cele. 🙂

  3. Wiesz, ja akurat myślę, że jest coś takiego jak prawo przyciągania tylko nie jest ono bierne – nikomu nic się nigdy nie udało od siedzenia na kanapie i wizualizacji. 🙂 Pomaga ono kreować nasze odpowiednie nastawienie i umacnia w nas wiarę w siebie, a ta z kolei jest bardzo potrzebna do tego, aby się właśnie nie poddawać. Także chyba zgadzamy się ze sobą tylko inaczej to nazywamy! 🙂
    Trzymam kciuki!

Dodaj komentarz