Zakupy to zło.

Zakupy to zło.

Wchodzisz do centrum handlowego. Jesteś już po długiej trasie, która mogła pomóc zastanowić się co dokładnie przydałoby się kupić. Chociaż i tak teoretycznie jedziesz po jedną, konkretną rzecz.

Wchodzisz przez wielkie drzwi. I widzisz. Istny labirynt sklepów. Mieszankę zapachów, świateł i muzyki.

Cały czas powtarzasz w głowie po co tu przyszłaś. Próbujesz nie dać skusić się niczemu innemu.

Wybierasz sklep. Krążysz po nim, bo to po co przyszłaś oczywiście nie jest na wierzchu…

Patrzysz na cenę.

Załamujesz się.

Szukasz półek z promocjami.

Zaczynasz myśleć jaka szkoda, że musisz coś kupić i jakie to głupie.

Myślisz o ludziach, którzy umierają z głodu w fabrykach. 

O tym, że musisz znaleźć na to wszystko miejsce w szafie.

Wchodzisz tak do kilku sklepów.

Kuszą cię zapachami, znakami promocyjnymi i wszystkim co się da.

Starasz się nie patrzeć na nic innego.

I w którymś sklepie w końcu znajdujesz to, co potrzebujesz.

Płacisz.

I wychodzisz.

A później znów to samo.

Zakupy to zło.